NADZIEJA STAŁA SIĘ DEFICYTOWA

Nasze niedoskonałe tłumaczenie wywiadu, który przeprowadziła Marina Gulyaeva z Darkiem Kadulskim dla białoruskiej prasy

БелГазета, №23 (1197) 25 июня 2019г. – wersja oryginalna (j. rosyjski)

W Warszawie protestują pracownicy sądów i prokuratury.

W samym centrum Warszawy, w pobliżu najsłynniejszego parku miejskiego Łazienki Królewskie i dosłownie dwa kroki od Ministerstwa Sprawiedliwości, osiedliło się miasteczko namiotowe protestujących, jak napisano na plakacie, „urzędników sądowych i prokuratorskich”. W czasie przygotowywania materiału protest trwał 42 dni.

W rozmowie z korespondentem BelGazeta, wiceprzewodniczącym Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” Pracowników Sądownictwa, Dariusz Kadulski, który od samego początku uczestniczył w proteście (7 maja), wyjaśnił, czego chcieli polscy pracownicy i udzielił Białorusinom rad.

IMPROWIZACJA SĄDOWA Z WYNAGRODZENIAMI

– Na plakacie napisano, że jest to protest pracowników sądów i prokuratury – kogo dokładnie reprezentujesz?

– Naszym protestem nie jest protest sędziów i prokuratorów. Jest to protest zwykłych urzędników administracji sądów i prokuratorów.

– Jaka jest twoja organizacja związkowa?

– Protest zorganizował szereg związków zawodowych – Solidarność, Forum Związków Zawodowych i Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Każdy z nich zrzesza pracowników sądów czy prokuratury. Na przykład w Solidarności jest dziś ok. 3,5 tys. pracowników sądowych.

– Według polskich mediów chcesz zwiększyć swoją pensję o 1100 zł (310 USD).

– To nie do końca prawda – osiągamy dwie rzeczy. Po pierwsze, naprawdę szukamy wzrostu płac. Chcemy, aby tegoroczny wzrost płac wyniósł 650 zł (175 USD). Otrzymaliśmy już 200 złotych (54 USD) – to wynik naszych wcześniejszych protestów. A w przyszłym roku chcemy kolejne 500 zł (135 USD).

– Jakie jest średnie wynagrodzenie pracownika polskiego sądu dzisiaj?

– W rzeczywistości trudno powiedzieć, ponieważ nie jest uregulowana. Dzisiaj wynagrodzenie pracownika sądu może wynosić od 2250 zł (608 USD, minimalna płaca w Polsce, przyp. MG) do ok. 4,6 tys. zł (1243 USD). Znam jedną taką osobę, która zarabia tyle w sądzie. Kilka lat temu przeprowadziliśmy własne badania, zgodnie z wynikami, których okazało się, że tylko 5% pracowników sądu otrzymało maksymalne wynagrodzenie.

– Gdzie pracujesz i jaka jest twoja pensja?

– Pracuję w sądzie, a jeśli chodzi o moją pensję, osobiście nie narzekam. Ponieważ w porównaniu z moimi kolegami zarabiam bardzo dobrze – po przepracowaniu 20 lat w sądzie, zajmując stanowisko kierownicze, otrzymuję „czyste” 3 tysiące złotych (810 USD). Ale to jest po 20 latach i biorąc pod uwagę dodatek za wysługę lat. Nasz lider otrzymuje znacznie mniej – nie więcej niż 2 tysiące złotych (540 dolarów).

– Przed protestem protestowali nauczyciele, którzy domagali się podwyżki pensji o 1000 zł – nie spełnili swoich żądań. Na co liczysz?

– Na początku rozmowy powiedziałem, że chcemy osiągnąć dwie rzeczy: pierwszą: wynagrodzenie, drugą: uporządkowanie systemu wynagrodzeń. Dzisiaj istnieje przepis, że osoba pracująca w sądzie może zarabiać od 2250 zł (608 USD) do nawet 7 tys. Zł (1891 USD). Tak, to taka dysproporcja. I nie ma innych regulacji. I okazuje się, że każdy dyrektor sądu, jak szef prywatnej firmy, decyduje, kto, ile będzie zarabiał. Oczywiście pracodawca powinien mieć pewną swobodę w określaniu wynagrodzeń, ale jeśli jest to kwestia pieniędzy publicznych, to są to pieniądze z budżetu! – ich dystrybucja musi być uregulowana.

Nie ma jeszcze takiego systemu. A w Polsce jest około 400 sądów i wszędzie reguluje się to na różne sposoby. Nazywam to „jedną wielką improwizacją”. Chcemy tylko posprzątać bałagan!

WSTYD DLA RZĄDU

– Jak Ministerstwo Sprawiedliwości reaguje na wasz protest?

– Forma naszego protestu nie jest czymś nowym. Na przykład pielęgniarki z miasteczka namiotowego. Było wiele innych miasteczek. To taka próba zawstydzenia rządu. Chociaż niektórzy ludzie prawdopodobnie patrzą na nas, jakbyśmy byli szaleni i nie jestem tym zaskoczony. Ale cóż innego możemy zrobić? Jako pracownicy sądów nie mamy prawa organizować strajku. Chociaż prawo do strajku jest prawem politycznym i gwarantowanym przez naszą konstytucję. Istnieją jednak w państwie grupy zawodowe, w skład których wchodzą zarówno pracownicy sądów, jak i prokuratury, którzy nie są uprawnieni do strajku. Dlatego wybraliśmy inną formę protestu.

– Czy dobrze rozumiem, że protestujecie tutaj na własny koszt?

– Tak, zamiast jechać w czasie urlopu nad jeziora, nad morze, siedzimy tutaj.

„Jak więc reaguje Ministerstwo Sprawiedliwości?”

– Jest między nami dialog. Kiedy rozpoczął się protest, zostaliśmy zaproszeni do ministerstwa. Powiedzieli nam, że chcą nam pomóc i pracują nad projektem ustawy. Powiedzieliśmy: „Więc pokażcie nam to!” Powiedziano nam, że podobno praca nad projektem jest nadal na takim etapie, że nie mogą pokazać go na razie. Dwa tygodnie później wiceminister sprawiedliwości przychodzi do nas i przedstawia projekt ustawy! Przeczytaliśmy to i wysłaliśmy nasze komentarze. Tak więc istnieje dialog między nami a rządem, a to z powodu naszego protestu.

– Czy ze strony rządu jest to rzeczywiście dialog czy tylko demonstracja dialogu?

– Mam nadzieję, że to prawdziwy dialog. Ale będziemy czekać na prawo i pieniądze, których szukamy. W Polsce jesienią będą wybory parlamentarne.

– Co z tego? Nauczyciele nie spełnili swoich żądań.

– Tak, nie zrobili tego. Ale mamy już projekt ustawy, nad którą pracują – już jakiś sukces! Tak, wszystko porusza się w tempie żółwia, ale porusza się! Wiceminister wielokrotnie powtarzał w mediach, że chce przyjęcia nowego prawa i uregulowania sytuacji płacowej w tej kadencji. Czy tak będzie? .. Trzymamy go za słowo.

Z GŁODU NIE UMIERAMY

– Ile osób jest w waszym miasteczku?

– Zwykle 10-15 osób spędza noc w namiotach, ale generalnie przewinęło się chyba z 500 osób. Część osób pochodzi z warszawskich sądów.

– A jak zorganizowane jest wasz życie – toalety, jedzenie?

– (śmiech) Mam nadzieję, że nie śmierdzę?

– Nie, nie śmierdzisz.

– Dbamy o higienę. Mamy wielu przyjaciół w Warszawie, dzięki którym możemy wziąć prysznic. Nie ma z tym problemu! Zainstalowane są toalety biologiczne. Nie głodujemy tutaj. I właśnie to chciałbym powiedzieć: gdybym był w domu, nigdy nie przeżyłbym tych wspaniałych chwil – dobrej woli i solidarności z zewnątrz. Czy wiesz, że są ludzie, którzy ciągle przynoszą nam śniadanie? .. Pieczą całe blachy ciasta i przynoszą je do nas! Więc nie umrzemy tutaj z głodu.

– Jak twoi koledzy z sądu oceniają twój udział w proteście?

– Ludzie mają bardzo mało nadziei. Nadzieja stała się deficytowa. A zatem reakcja była w zasadzie taka: „Co z tego? … W każdym razie protest nie da nic …” Ale kiedy ostatni raz wróciłem do domu, zauważyłem, że nastrój ludzi się zmienia. Zadawali mi pytania, mówili, że kibicują nam. Ogólnie widzę, jak wielu ludzi nas wspiera. Można więc powiedzieć, że nadzieja w sądach trochę się ożywia, ale bardzo ostrożnie – ludzie przeżyli tak wiele, zostali porzuceni na tyle lat, że prawie nie wierzą w sukces.

MAMY PRAWO

– W Polsce protest jest naturalnym składnikiem codziennego życia – policja protestuje, wychodząc na ulice z trumnami w rękach, rolnicy rozrzucają jabłka na centralnym placu, osoby niepełnosprawne mieszkają w korytarzach Sejmu, ludzie w rozmiarach XXL organizują pokaz w samej bieliźnie – jest to część narodowego charakteru? Skąd to macie?

– Po pierwsze, muszą istnieć przepisy pozwalające zorganizować protest. Mamy prawo wyrazić nasze niezadowolenie. Gwarantuje nam to Konstytucja i prawo międzynarodowe.

– Nikt nie próbował was stąd się pozbyć? Założyliście miasteczko namiotowe w centrum Warszawy, w pobliżu Ministerstwa Sprawiedliwości, wokół wielu ambasad, pałacu prezydenckiego, gdzie w końcu jest ogromna liczba cudzoziemców chodzących po Łazienkach …

– I ile kolumn dyplomatycznych nas mija! Czasami wychodzimy i machamy im! Mamy syrenę, którą włączamy, aby zwrócić uwagę! I nikt nas nie usunął. Oznacza to, że na tym poziomie mamy w Polsce standardy związane z pluralizmem, z którego możemy korzystać. A policja nadal nas nie aresztowała. Ale zachowujemy się tak, aby nie naruszać prawa: nie rozpalamy ognia, nie pijemy alkoholu.

– Sprawdzają was?

– Nie, po prostu nie możemy! Zgodnie z prawem podczas zgromadzeń publicznych nie wolno pić alkoholu, używać środków pirotechnicznych – przestrzegamy prawa. Mamy prawnika, który nam doradza. To nie jest spontaniczny protest, przygotowywaliśmy się.

– Nie jesteś tu zmęczony? Nie chcesz iść do domu?

– Chcę. Jestem bardzo zmęczony. Natknąłem się na rzeczy, które sprawiają tutaj trudność, chociaż wcześniej nie przypuszczałem, że to mi będzie przeszkadzało. Myślałem, że będzie przeszkadzało zimno – na początku maja było zimno. Nie denerwowało mnie jednak ani zimno, ani deszcz. Ten hałas zaczął mnie denerwować. Słyszysz go? … Ten hałas miasta? .. Jest cały dzień, jest, kiedy zasypiam i kiedy otwieram oczy – on jest zawsze, ten hałas. Obudziłem się zirytowany, mogłem powiedzieć coś ostrego moim kolegom. A potem po prostu poszedłem do kawiarni na kilka godzin, żeby choć na trochę się oddalić. Mam też trochę bólu pleców – w końcu odczuwa się spędzanie nocy w namiocie. Właściwie to jestem zmęczony tym wszystkim. Ale to nie znaczy, że zrezygnuję z tego wszystkiego.

– Co tu robisz? Czytasz

– Nie ma czasu. Podobnie jak reszta naszych działaczy związkowych, mamy wiele codziennej pracy – tutaj przenieśliśmy nasze biuro i prowadzimy naszą zwykłą działalność. W końcu związek nie tylko organizuje protesty, ale także robi zwykłe rzeczy. Ogromna ilość codziennej pracy, którą musimy wykonać.

RADA BIAŁORUSI

– Czy twój związek ma prawdziwą moc? Czy możesz chronić dowolnego pracownika?

– Tak, możemy. Ale żeby tak było, na poziomie prawa związek zawodowy musi być niezależną strukturą od rządu i pracodawcy.

(W tym momencie w obozie pojawia się grupa ludzi  – nauczycieli. W ich rękach są torby i pudełka)

– Widzisz? .. I tak zawsze ktoś przychodzi. Zatem, żeby rozwinąć na Białorusi prawdziwy ruch związkowy, związki zawodowe powinny być naprawdę niezależnymi organizacjami, wtedy działacz związku czuje się pewnie. Jeśli tak nie jest, związki zawodowe istnieją tylko formalnie.

– Czy czujesz się pewnie?

– Teraz tak. Ale jak to się zaczęło? .. Widziałem w listopadzie 2014 roku film, w którym członkowie naszego związku wywoływali pod płotem (wskazując na ogrodzenie Ministerstwa Sprawiedliwości) duchy byłych ministrów sprawiedliwości. Wydawało mi się wtedy, że są całkowicie szaleni! A w tym sądzie, gdzie pracuję nie ma nadziei. Pozostaje tylko dołączyć do nich. Wiele było takich akcji! Na przykład: przeciągnęliśmy blok lodu i stopiliśmy go – rozmroziliśmy lodowatego Ministra Sprawiedliwości. Ustawialiśmy tutaj scenę i śpiewaliśmy rock-n-rola! Nieustannie staramy się zwrócić na siebie uwagę, ale aby to wszystko zorganizować, związki zawodowe muszą być niezależne, w przeciwnym razie zostalibyśmy zwolnieni.

Jeśli chodzi o mnie, kiedy zorganizowałem komórkę „Solidarności’ w moim sądzie, było to trudne. Mój pracodawca nie był zadowolony z pojawienia się związku. Zadzwoniłem do moich już doświadczonych działaczy związkowych i powiedziałem, że boję się, że zostanę zwolniony, że atmosfera staje się coraz bardziej gęsta, że ​​nie otrzymuję nagród, że od lubianego pracownika nagle stałem się nielubiany … Oczywiście bałem się! I powiedzieli mi: kiedy idziesz na rozmowę z pracodawcą, nie możesz pokazać, że się boisz. I tak zacząłem się zachowywać. Ogólnie rzecz biorąc, ci, którzy nas straszą – pracodawca, każdy kto straszy – wykorzystują nasz własny strach! Strach ma wielkie oczy. Strach rośnie tylko w naszej głowie.