Sądy muszą się podzielić etatami

Pracownicy sądów zatrudniani przez agencje pracy tymczasowej nie mogą obsługiwać sekretariatów.
Od kilku lat czynności służbowe w sądach wykonują ludzie z agencji pracy tymczasowej, a nie urzędnicy. Zyskują nieograniczony dostęp do akt i poufnych informacji. Tak być nie może – uznało Ministerstwo Sprawiedliwości i proponuje zmiany.

– O nowych, dodatkowych etatach nie ma mowy, nawet jeśli gdzieś brakuje pracowników. Jesteśmy związani budżetem, nie możemy sobie na nie pozwolić – przyznaje Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości.

Choć dodatkowych pieniędzy na nowe etaty nie ma, resort znalazł sposób: przesuwa pieniądze z apelacji, które nie potrzebują aż tylu etatów lub potrzebują mniej, do miejsc najbardziej obciążonych. W ten sposób ministerstwo zamierza racjonalnie gospodarować kadrą urzędniczą.
– Na dalszą metę to zda egzamin, ale przenieść etat z apelacji do apelacji wcale nie jest łatwo. W dodatku musi to trochę potrwać. Na ten czas sądy radzą sobie jak mogą – tłumaczy wiceminister. I trudno nie przyznać mu racji.

Sposoby prezesów sądów rejonowych w największych miastach na brak rąk do pracy to koordynatorzy prawni zatrudniani przez agencje pracy tymczasowej, nieodpłatni stażyści po ukończonych studiach prawniczych (wolontariat) albo absolwenci prawa na umowach-zleceniach. Blisko 600 pracowników tymczasowych pracuje w sądach apelacji warszawskiej, kilkudziesięciu – krakowskiej i katowickiej. Podobnie jest w innych większych miastach.

1137 etatów – dla pracowników tymczasowych będą musiały wykorzystać w 2015 roku sądy
Trzy lata temu w warszawskich sądach rejonowych pracowało kilkudziesięciu koordynatorów prawnych zatrudnianych przez agencje pracy tymczasowej. Prezesi powierzali im zadania asystentów. Kiedy proceder wyszedł na jaw, sędziowie ostro zaprotestowali. Stowarzyszenie Iustitia w specjalnej uchwale wyraziło dezaprobatę dla praktyki czasowego zatrudniania na niejasnych zasadach osób niebędących urzędnikami. Od tego czasu protestował też rzecznik praw obywatelskich. Twierdzi, że w świetle ustawy o pracownikach sądów i prokuratury czynności służbowe w sądach powinny być wykonywane przez pracowników administracji sądowej, a korzystanie z pracowników tymczasowych może odbywać się wyjątkowo i mieć odpowiednie uzasadnienie. A za takie RPO nie uważa niedoborów etatowych i związanego z tym zakazu planowania dodatkowych etatów w potrzebnych grupach zawodowych.
Czy w sądach naprawdę brakuje pracowników?
Tak, szczególnie w tych większych. Przykładowo: tylko w apelacji warszawskiej potrzeba referendarzy sądowych – 15 etatów, co stanowi koszt około 1450 tys. zł, 479 etatów urzędniczych (koszt około 18 400 tys. zł), asystentów sędziego – 148 etatów (potrzeba na to około 5900 tys. zł), kuratorów zawodowych – osiem etatów (stanowi to koszt około 338 tys zł). Ponieważ sądy etatów nie dostały, musiały ogłosić przetargi na świadczenie usług agencji pracy tymczasowej na rzecz sądu w 2015 roku.
– Przez najbliższe dwa lata niewiele się zmieni – mówi nieoficjalnie kierownik sekretariatu w jednym z warszawskich sądów. Powód?
– Nie dlatego, że pomysł jest zły. Większość sądów w kraju ma co robić i żaden z nich nie będzie się chętnie pozbywał etatów pracowników obsługi – wyjaśnia.
Źródło: rp.pl